Trzy antywirusy na raz na Windowsa? 🤨Potrzymaj mi klawiaturę! 🤯

trzy-antywirusy-na-windows-10-11

To nie jest clickbait, i nie chodzi o zainstalowanie 3 osobnych pełnoprawnych antywirusów, żeby patrzeć jak system nie reaguje. Chodzi o wykorzystanie 3 narzędzi, które nie będą sobie przeszkadzać i jednocześnie będą się uzupełniać, a ich praca będzie w pełni zautomatyzowana. A wszystko skupia się na zainstalowaniu tylko jednego antywirusa. Jak to działa? Już tłumaczę.

Koncept kilku narzędzi „na raz” powstał, kiedy byłem studentem fizyki, a sytuacja finansowa pozwalała mi na używanie wyłącznie bezpłatnych narzędzi. Dlatego na moim XPeku z reguły była kombinacja Avasta jako antywirusa i ZoneAlarm jako firewalla. Jednak pewnego dnia Avast nie domagał, i miałem atak na komputerze, który polegał na zalewaniu mnie reklamami. Odciąłem internet, przeszedłem na tryb awaryjny i włączyłem skanowanie Avastem. Do tego odhaczyłem co mogłem w autostarcie, włączyłem skanowanie antywirusem przed startem i… ciągle miałem zalew reklam. Avast kompletnie nie poradził sobie ze zwykłymi programami do uporczywego wyświetlania reklam na Windowsie poza kontrolą użytkownika. Nawet skontaktowałem się z obsługą od Avasta i dowiedziałem się, że kłamię, bo ich antywirus usuwa wszystkie wirusy, a jeśli chcę więcej, to tylko opcja premium. Lista darmowych alternatyw dla Avasta była krótka, więc postanowiłem nie zmieniać podstawowego programu antywirusowego, ale dołączyłem do niego SpyBot Search and Destroy – genialne darmowe narzędzie, które w odróżnieniu od Avasta pozamiatało wszystkich niechcianych „reklamodawców”, i już nie musiałem oglądać „40 gorących mamusiek w mojej okolicy”. Od tamtego momentu to była moja druga linia obrony w Windowsie XP.

Dzisiaj czasy się zmieniły, i mimo że preferuję Linuxa, to poniekąd jestem zmuszony pracować na Windowsie, bo nie na wszystko mam wsparcie, a niektóre programy potrzebne do pracy są tylko na Windowsa. Jednak pomysł uzupełniających się programów pozostał ze mną do teraz, tylko w trochę innym wydaniu.

Pierwszy antywirus

Dzisiaj kupując komputer z Windowsem z automatu dostajemy antywirusa, którego Microsoft nazwał Defenderem (nie mylić z McAfee czasem na siłę wmuszanym przez sprzedawców). Kiedyś Defender był smutnym żartem Billa Gatesa, ale dzisiaj można go nazwać pełnoprawnym programem antywirusowym z przyzwoitymi wynikami podczas testów. Co ciekawe, taka ochrona powinna wystarczyć do większości zastosowań domowych, ale pamiętaj, że żaden antywirus nie zastąpi zdrowego rozsądku. Więcej informacji o najnowszym Defenderze znajdziesz w linku poniżej.

Drugi antywirus

Ktoś może teraz powiedzieć „No dobra, ale po co mi inny antywirus, skoro jest Defender?” W moim odczuciu Defender to ciągle jednak tylko dodatkowe narzędzie spod bandery MS, i autorzy programu nie dają mu takich funkcji, jakie znajdziesz w innych programach tego typu. Nie chcę zdradzać, z jakiego softu korzystam na co dzień, ale jest to komercyjna wersja i bije Defendera opcjami na głowę. Oczywiście nie będę ci tu polecał żadnej płatnej wersji, ale zdradzę ci, na co z czasem zamieniłem bezwartościowego Avasta. Mój wybór padł na Panda Free Antivirus. Gdybym dzisiaj miał wybierać darmowy antywirus do domowego zastosowania, to poleciłbym ten. Jeśli zainstalujemy zewnętrzny program antywirusowy, to Defender zostanie – w wielkim uproszczeniu – przełączony w tryb stanby. Jeśli coś się stanie z naszym antywirusem, np. przestanie odpowiadać lub się wyłączy, wtedy jego rolę przejmuje właśnie Defender. Dzieje się to automatycznie w systemie i praktycznie nie musisz się o to martwić. Cały czas też możesz użyć normalnego skanowania dostępnego w Defenderze i nie powinien on kolidować z używanym antywirusem.

Trzeci antywirus

Teraz ktoś znowu może zapytać – „Ok, zainstalowaliśmy jednego antywirusa, i gdzie jest ten trzeci, który obiecałeś?” Tu polecam kolejne narzędzie, które nie wymaga instalacji i nazywa się ESET Free Online Scanner. Bardzo lekkie narzędzie. Ustawiasz, żeby się automatycznie włączał raz w miesiącu i zapominasz, a potem raz na jakiś czas masz raport ze skanowania. Moim zdaniem ESET ma jedną z najlepszych baz definicji wirusów, i tego typu program jest świetnym uzupełnieniem głównego antywirusa, który mamy. Nie miałem z nim nigdy problemów. Zawsze działał świetnie, bezkolizyjnie i w tle.

Reasumując

Koncept jest bardzo prosty. Instalujesz jeden zewnętrzny antywirus (np. polecaną Pandę), a w razie jego awarii wszystko na klatę bierze wbudowany w Windows Defender, a dodatkowe wykrywanie wirusów wspomaga darmowy ESET. Nic się nie gryzie, wszystko jest automatyczne, darmowe i się uzupełnia. Pamiętaj, że antywirus to tylko jeden z elementów higieny cyberbezpieczeństwa. Trzeba aktualizować system, nie klikać co popadnie, nie wchodzić na podejrzane strony, nie podłączać obcych urządzeń do komputera, etc., a najważniejszy zawsze jest zdrowy rozsądek.

Find this content useful? Share it with your friends!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *